Sztuczki Sztucznej Inteligencji

5 lipca 2026
#ai

Integracje
Integracje Anna Szpakowska-Kujawska, 1980

Korzystając z czatbotów w 2026 roku można łatwo dać się oczarować iluzji i ulec wrażeniu, że gdzieś tam po drugiej stronie jest prawdziwy człowiek. Dopiero po dłuższym klikaniu zaczynamy zauważać pewne schematy, które sprawiają, że czar pryska. Mimo to uwielbiamy przypisywać jej cechy ludzkie. Mówimy, że sztuczna inteligencja myśli, czuje, a jeśli coś idzie nie tak to halucynuje. Niektórzy są gotowi nawet pójść o krok dalej i stwierdzić, że sztuczna inteligencja osiągnęła świadomość. Myślę, że warto pochylić się trochę nad tym tematem.

W języku polskim od lat funkcjonuje piękny skrót dla sztucznej inteligencji: SI. Wydaje się, że nie zadomowił się na tyle dobrze w naszym języku, bo w codziennych konwersacjach czy nawet poważnych publikacjach przewija się skrót AI (z ang. Artificial Intelligence). I ja (niezbyt chętnie) pójdę za tym trendem.

Nie trudno jest mi zauważyć, że skrót AI jest dzisiaj niesamowicie nadużywany. AI wygenerowało coś, AI napisało tamto, AI w samochodzie, w pracy, w szkole. Ciężko jednak wymagać od typowego Kowalskiego, Smitha czy Schmidta aby ogarniał ten technologiczny boom. Gdzie kończy się zwykły program komputerowy a zaczyna sztuczna inteligencja mająca cechy zbliżone do tej ludzkiej?

Szach-mat

Czy maszyna szachowa reagująca na ruchy gracza to już inteligencja? Legendarna partia z 1996 roku pomiędzy komputerem Deep Blue oraz Garri Kasparowem zapisała się w kartach historii jako jedna z pierwszych, gdzie algorytm był w stanie rywalizować z arcymistrzem. W 1996 roku ostatecznie zwyciężył Rosjanin 4:2, ale po wprowadzeniu poprawek i rewanżu w 1997, maszyna wygrała więcej partii. Twórcy Deep Blue pomiędzy partiami ukradkiem stroili komputer pod styl gry Kasparowa, aby lepiej odpowiadać na jego ruchy. No właśnie - skoro inżynierowie musieli zajrzeć do kodu źródłowego i trochę go podrasować, to czy nie powinniśmy mówić tutaj raczej o maszynie niż o inteligencji? Może i możliwości Deep Blue były ogromne, ale nie dałoby się zapytać go aby przedstawił prognozę pogody na najbliższe dni. Nie do tego został stworzony, tak jak młotkiem nie sprawdzimy aktualnej godziny (no dobra mądralo, postawiłeś młotek na trawie i zrobiłeś zegar słoneczny, jestem z ciebie dumny).

Kiedy możemy mówić o granicy między maszyną obliczeniową a sztuczną inteligencją? Czego potrzeba aby zaistniała inteligencja? Nie zamierzam tutaj sypać technicznymi definicjami czy cytować artykuły z Wikipedii. Nie jesteśmy na auli wykładowej. Spójrzmy na tę technologię obcych chłopskim okiem.

Moja wersja inteligentnego komputera przede wszystkim uczy się. Każda nowa partia modyfikuje algorytm. Jeśli jakiś ruch na planszy jest błędem i prowadzi do przegranej partii, inteligentny byt powinien zapamiętać ten fakt i w przyszłości nie doprowadzić do powtórzenia tego samego ruchu. Komputer doskonali się sam, bez zbędnego wprowadzania przez programistę poprawek w wersji 2.0.

Idąc dalej, mój komputerowy mózg potrafi podejmować decyzje. Nie podąża ślepo za kodem, ale potrafi rozważyć różne opcje i dokonać najlepszego w danej sytuacji wyboru. To założenie jest spełnione w obecnych silnikach szachowych. Maszyna oblicza skuteczność danego ruchu w oparciu o ogromną bazę danych, szacuje prawdopodobieństwo wygrania czy przegrania partii po wykonaniu serii posunięć i dopiero porusza figurą. Jeśli zdarzyło ci się Czytelniku grać z komputerem w szachy na łatwym albo średnim poziomie to muszę cię rozczarować - komputer dał ci fory. Od początku wiedział że twoja wieża na H4 to fatalny ruch, ale został tak dostrojony, aby wybierać ruchy z puli tych mniej dokładnych.

Bezpośrednim udoskonaleniem probabilistycznego podejmowania decyzji jest myślenie analityczne. To ta cecha, która daje nam tak często powód do frustracji. Ten tryb naszego mózgu uruchamia się zazwyczaj kiedy trafiamy na jakiś złożony problem. Zanim podejmiemy ważną dla nas decyzję, przetwarzamy ją w głowie, rozważamy różne przypadki, rwiemy i kleimy niczym dziecko lepiące ciastolinę. W przypadku sztucznej inteligencji równa się to kilkukrotnemu przetworzeniu danej instrukcji. Jeśli AI nie ma informacji w bazie danych, będzie próbować ją zdobyć np. korzystając w wyszukiwarki internetowej. W popularnych czatbotach dostępna jest opcja “myśląca” i można nawet podejrzeć jak komputer “myśli” nad odpowiedzią (nierzadko dochodząc do dość zabawnych wniosków).

Oczywiście sama inteligencja byłaby niczym bez odpowiedniej obudowy. Rzeczy takie jak pamięć, percepcja, zmysły czy kontekst pozwalają inteligencji uwolnić swój potencjał. Jak robi to AI dzisiaj?

Odlotowi Agenci

Jeden z największych ostatnio skoków technologicznych zawdzięczamy LLM-om (z ang. Large Language Model), czyli modelom komputerowym, które (w dużym uproszczeniu) przyjmują tekst na wejściu i zwracają na wyjściu. Przetwarzanie tekstu odbywa się w pewien sposób jak w naszej maszynie szachowej. Komputer wytrenowany na niewyobrażalnej ilości danych liczy prawdopodobieństwo słów następujących po sobie i na tej zasadzie buduje zdania lub kod. I robi to bardzo szybko. Wymaga przy tym ogromnych mocy obliczeniowych, więc nie dziwne że cena kart graficznych czy kości pamięci w ostatnich latach skoczyła o kilkaset procent. Ktokolwiek próbował kupić ostatnio nowego laptopa lub stacjonarkę ten wie.

Warto tutaj się chwilę zastanowić, czy my, ludzie, nie myślimy w trochę podobny sposób? W typowej sytuacji gdy zaczynamy rozmowę (lub piszemy wiadomość w komunikatorze) rzadko wiemy, jak zakończymy zdanie. Wyrzucamy z siebie słowa, które na bieżąco pojawiają nam się w głowie i które pasują do poprzednich. Może dlatego dużo łatwiej uwierzyć nam w iluzję komunikacji z AI.

Jednak same modele to jeszcze nie wszystko. Sprowadzenie sztucznej inteligencji do prostej maszyny losującej słowa to krzywdzące uproszczenie. Dzisiejsza technika komputerowa wykracza znacznie ponad to i prawdziwą moc AI zyskuje kiedy taki model wyposaży się w programistyczne narzędzia i odpowiednie rusztowanie (z ang. scaffolding). I tutaj pojawia się koncept agentów AI. To całe systemy zbudowane z wielu elementów, w centrum którego siedzi LLM. Dzięki dodatkowym narzędziom taki agent zdobywa supermoce i jest w stanie pisać kod i wykonywać go. Agenci znają dobrze języki programowania i komendy konsoli więc mogą przegrzebywać internet, samodzielnie tworzyć wpisy na social mediach, robić zakupy i wiele więcej. Ich możliwości są wręcz nieograniczone (o ile strona nie wykryje obecności takiego “intruza” i zablokuje jego działania).

To, że coraz więcej treści w internecie tworzonych i konsumowanych jest przez boty to przykry fakt. I będzie tego coraz więcej. Gdzie tutaj miejsce dla nas, ludzi? Jedyne co my możemy dzisiaj zrobić to nauczyć się koegzystować z AI w internecie. Jeśli uważasz, Czytelniku, że jest inaczej to niestety jesteś w błędzie.

Technologia która dzieli

Jak już wspomniałem, sztuczna inteligencja zdolna jest do wielu operacji logicznych, jednak można powiedzieć, że najczęściej dzieli (wybaczcie, ale nie mogłem się oprzeć przed napisaniem tego).

Znajduję pewną dziwną przyjemność czytając komentarze różnych osób od prawa do lewa wspominających o swoich doświadczeniach z AI. Wizje są skrajnie różne, od przewidywanej zagłady ludzkości w najbliższych latach, przez krach na giełdzie zadłużonych korporacji, aż do pięknej utopii w której ludzie dłużej nie muszą pracować i piją drinki z palemką na Majorce (zakładając że pomieści ich wszystkich).

Kto ma rację? Co kilka miesięcy można przeczytać o jakimś przełomowym osiągnięciu w tym wyścigu gdzie stawką są miliardowe kwoty. Dlatego wróżenie jak szybko i gdzie zabierze nas najbliższa przyszłość jest bez sensu. Jednak kilka tematów nie stygnie mimo upływu czasu.

Chyba najwięcej krytyki AI zbiera od ludzi, którzy boją się utraty pracy. Sam należę do tego grona, jednak staram się podejść do tematu trzeźwo. To, że czeka nasz rewolucja na rynku pracy to fakt. Ale przemiana nie odbędzie się z dnia na dzień. Tak jak z innymi licznymi zawodami, które odeszły w minionych dekadach w wyniku pojawienia się przełomowych wynalazków. Mało dzisiaj mówi się o gazeciarzach sprzedających ciepłe wydania lokalnych nowin, latarnikach w długich płaszczach wędrujących po zmroku po ulicach większych miast, telefonistkach krosujących połączenia międzynarodowe, a musieli oni przechodzić przez podobne dylematy jak my dziś.

Kolejnym zarzutem do sztucznej inteligencji jest problem zużywania surowców naturalnych. Działanie serwerowni pochłania ogromne ilości energii, wody, emituje straszny hałas. W sieci krąży pełno filmików ludzi, których dotknęło takie nieszczęście mieszkania w pobliżu takich kompleksów. Jednak to nie powód do paniki dla nas. Zdecydowana większość serwerowni istniejąca wokół nas jest praktycznie niezauważalna. To prawda, że w kilku miejscach na świecie występują takie problemy, ku uciesze dziennikarzy i influencerów, ale podobnie jest od lat z pylącymi fabrykami czy głośnymi farmami wiatrowymi. Nie wińmy technologii, ale kiepską urbanistykę.

Innym głośnym tematem jest sama moralność firm zajmujących się sztuczną inteligencją. Nie jest już tajemnicą, że każda większa korporacja potrzebuje petabajtów danych do trenowania swoich modeli i do tego celu wykorzystuje treści chronione prawami autorskimi. I nikt nie jest w stanie im tego udowodnić. Tyle, że mleko dawno się rozlało, śmierdzi i zaczęło żyć własnym życiem niczym jakiś mleko-golem. Czasu nie cofniemy, ale możemy nagłaśniać takie sprawy i próbować zmusić naszych polityków do uregulowania treści używanych do tworzenia modeli AI (a przynajmniej chciałbym aby tak to wyglądało). To, że wielu takich polityków często zasiada przy wspólnym stole z prezesami big-techu to już temat na zupełnie inną rozmowę…

Warto tutaj wspomnieć o jeszcze jednym problemie, tym razem siedzącym w nas samych. Lenistwie. Odpowiadając wujkowi na życzenia świąteczne po prostu wrzucasz pytanie do generatora słów i kopiujesz odpowiedź. Nie potrafisz rysować? Żaden problem, czat wypluje rysunek za ciebie. Chcesz wydać książkę? Ha, żaden problem! Napisz tylko w jakim stylu ma być wygenerowana. Żyjemy w czasach postępującego zgównowacenia (z ang. enshittification) i korzystając z AI tylko to przyspieszamy.

Kiedy przeniesiemy wzrok na drugą stronę trybun zobaczymy tłumy ludzi zachłyśniętych dostępem do nowych technologii. Zawierzają swoje decyzje i wiedzę sztucznej inteligencji i konsultują się z nią w każdej błahej sprawie. Oddelegowują tak przecież wymagający wysiłek jakim jest myślenie. Płacąc nierzadko spore subskrypcje tworzą zestawy narzędzi i serwisów których nikt nie będzie utrzymywał i trafią może do garstki ludzi.

Nie można jednak odebrać AI najważniejszej zalety, a mianowicie tego, że rzeczywiście ma dostęp do ogromnej bazy wiedzy i może pomóc nam wykonywaniu codziennych czynności. Wizyta w urzędzie może potrwać błyskawicznie kiedy AI powie ci jakie dokumenty trzeba przygotować (a nawet uzupełni je za ciebie i powie do którego budynku się udać). AI może sprawdzić za ciebie czy w kilkunastostronicowej umowie o wynajem mieszkania nie kryją się jakieś pułapki. Zrobi dla ciebie analizę, który model lodówki kupić aby spełnił twoje (i przy okazji twojej żony) wymagania. Nie możemy popaść jednak w euforię i zawierzać całego naszego życia sztucznej inteligencji. Ona wciąż robi błędy i musimy grzecznie sprawdzać wszystko, co dla nas wypluje.

To także idealne narzędzie dla osób kreatywnych. Nie chodzi tutaj o to, aby zastępować ludzką kreatywność, a raczej odnaleźć w AI współpasażera (albo współkierownika) ziemskiej podróży. Już wielokrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, że dzięki sztucznej inteligencji ktoś nareszcie mógł urzeczywistnić swoje hobby. Ktoś kto ma całą szufladę zapisanych tekstów piosenek jest w stanie wreszcie usłyszeć je. Fan gier komputerowych może wreszcie zagrać w grę, którą od wielu lat miał w głowie. Ale i tutaj granica jest bardzo cienka. Oddając AI cały proces twórczy powstają wątpliwej jakości produkty, które ostatecznie zamieniają się w wirtualne śmieci, bo nawet sam autor nie ma do nich przywiązania.

Wspominałem już o tym jak AI może zabrać nam pracę, ale równocześnie może tę pracę znacznie ułatwić i przyspieszyć. Już dzisiaj można przeczytać o odkryciach naukowych do których przyczyniła się sztuczna inteligencja. Jednymi z najbardziej znanych do tej pory modeli uczenia maszynowego były właśnie modele rozpoznające komórki rakotwórcze. Wyobraźmy teraz sobie, że taka technologia dostępna jest w każdej ważnej dziedzinie. AI, która precyzyjnie diagnozuje przyczynę nieuleczalnej choroby. AI, która przewiduje wystąpienie katastrofy naturalnej i pozwala na wczesną ewakuację. AI, która powiadamia służby bezpieczeństwa o możliwym ataku terrorystycznym. Te przykłady to trochę sen przyszłości, ale mogą się jak najbardziej urzeczywistnić. Sztuczna inteligencja będzie mogła nas uchronić przed każdym złem tego świata, ale czy nie uczyni to naszego życia trochę zbyt przewidywalnym i …nudnym?

A może tak potężne narzędzia mogą obrócić się przeciwko nam samym?

Czy AI śni o przejęciu władzy nad światem?

W swojej książce Philip K. Dick “Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” przedstawia wizję świata gdzie ludzie i androidy (humanoidalne roboty) żyją obok siebie. Na pierwszy rzut oka trudno odróżnić jednych od drugich. Przynajmniej na razie nam to nie grozi. Hipotetyczna apokalipsa nie dokona się jak w filmach z Arnoldem Schwarzeneggerem, rzeczywistość bywa dużo bardziej przyziemna. Obecnie sztuczna inteligencja mieszka w wielkich serwerowniach i (teoretycznie) wystarczy wyłączyć prąd albo dostęp do sieci, aby ją unieszkodliwić. Realnym zagrożeniem staje się AI jako narzędzie, które pozwala mocarstwom dokonywać włamań do wrażliwych systemów czy udoskonalać ataki militarne (jak np. grok od Elona Muska użyty do identyfikacji celów w Iranie). Potężny AI wykorzystany do przejęcia konta w banku i wyczyszczenia go do ostatniego grosza to dużo bardziej realne zmartwienie niż robot z laserem biegający po osiedlu.

AI wchodzi do naszych smartfonów, samochodów czy nawet lodówek, ale nikt o zdrowych zmysłach nie montuje w nich setek gigabajtów RAM-u. Aby mieć dostęp do zaawansowanych modeli trzeba kontaktować się z zewnętrznymi serwerami. A te lżejsze modele są dużo bardziej ograniczone (co również stanowi pewne zagrożenie, gdyż taki model może popełniać dużo więcej błędów). Mało który producent pozwoliłby na takie ryzyko, aby jego produkt stracił zaufanie użytkowników przez jakąś AI-wtopę.

Chwalimy cyfryzację jako niesamowite udogodnienie, ale tym samym uzależniamy od niej wiele niezbędnych do życia systemów jak praca elektrowni, wodociągów czy łańcuchów dostaw spożywczych. Wyrwa w bezpieczeństwie wielkiej szklarni może spowodować nieodwracalne szkody, które nie tylko pogrążą rolnika, ale mogą spowodować klęskę głodu. Przykłady można mnożyć. Nie chcę dziś pouczać o tym jak ważne jest cyberbezpieczeństwo, ale chcę uwrażliwić ciebie, Czytelniku na jedno: jeśli już dziś korzystasz ze sztucznej inteligencji to zakładaj zawsze najgorszy scenariusz. Co stanie się jeśli przez przypadek agent wyczyści wszystkie pliki do których ma dostęp? Jeśli dane z którymi się dzielisz gdzieś wyciekną? Najlepsze zabezpieczenie to izolacja. Unikaj uruchamiania agentów w tym samym środowisku gdzie trzymasz swoje wrażliwe pliki. Jeśli już decydujesz się mieć agenta AI u siebie, to rób także codzienne kopie zapasowe. Nigdy nie podawaj mu haseł ani wrażliwych danych, a jeśli tak to korzystaj z tokenów uwierzytelniania, które możesz łatwo usunąć. Myślę, że wkrótce podzielę się z tobą szczegółami, ale pozostawmy to na osobny wpis.

Cyfrowa zapora

W dyskusji o AI można gryźć, kopać i bunkrować się w różnych obozach. Jednak musimy być ponad tym i pogodzić się z faktem, że ta dość tajemnicza technologia jest wszędzie już dzisiaj. To już nie science fiction, ani chwilowy trend. Kiedy dzwonisz na infolinię do banku odbiera inteligentna sekretarka. Kolejny smartfon, którego będziesz używał będzie naszpikowany funkcjami AI od pierwszego uruchomienia. Już niedługo następne zamówienie w restauracji przywiezie ci robot-kelner Możemy głosować portfelem, możemy mieć swoje zasady, ale miliardy ludzi na całym świecie już wchodzi w interakcje ze sztuczną inteligencją (czy to pytając o przepis na naleśniki w google czy to oglądając kolejną wygenerowaną reklamę).

Najbardziej słuszną postawę jaką możemy zająć to czujna obserwacja i adaptacja do zmieniającego się świata. Pozwólmy AI istnieć, ale nie dajmy jej wejść sobie do głowy.

Błogosławieni ci, którzy nie uwierzyli w iluzję AI.