<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"><channel><title>imbryczek</title><description>Notatki pisane przy świecy i herbacie, o RPG, filozofii, AI.</description><link>https://imbryczek.com/</link><item><title>Magia Posiadania</title><link>https://imbryczek.com/posts/magia-posiadania/</link><guid isPermaLink="true">https://imbryczek.com/posts/magia-posiadania/</guid><description>O tym ile znaczy własność w XXI wieku.</description><pubDate>Sun, 12 Jul 2026 00:00:00 GMT</pubDate><content:encoded>&lt;p&gt;Sporo piszę ostatnio o sztucznej inteligencji, ale gdybym miał wymienić jakieś inne ważne osiągnięcie ludzkości to jednym z pierwszych skojarzeń byłaby z pewnością biblioteka.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Koncept, który byłby nie do pomyślenia w ostatnich latach. Miejsce, gdzie człowiek może przyjść i za darmo wypożyczyć książkę, zabrać ze sobą do domu i oddać po zakończonej lekturze, brzmi abstrakcyjnie w świecie gdzie wszystko ma abonament albo jakieś ukryte koszty. No dobra, nie ma nic za darmo, każdy podatnik dokłada swoją część na funkcjonowanie tych instytucji. Kiedy następnym razem pomyślisz Czytelniku, że ci straszni politycy latają sobie na wczasy za twoje ciężko oddane podatki to dla kontrastu pomyśl o tych wszystkich ludziach błogo zaczytanych w wyimaginowane światy dostępne na wyciągnięcie ręki w publicznej bibliotece.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Coraz mniej ludzi pamięta już czasy, kiedy jedynym sposobem na dostanie jakiegoś albumu muzycznego albo filmu było przegranie go na kasetę (a trochę później na płytę) po pożyczeniu od znajomego. Odkładamy tutaj na bok sprawy moralne, po prostu niektórych rzeczy nie dało się kupić albo wyszukać w internecie jak dzisiaj. Jak łatwo przyszło nam przestawić się na zamawianie rzeczy on-line. Teraz trudno sobie wyobrazić jak wyglądałyby nasze zakupy bez tego.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ale przecież w naszej wspaniałej cywilizacji człowieka XXI wieku nawet nie musimy kupować! Wystarczy za (wydawałoby się drobną) opłatą wykupić dostęp do platformy oferującej tysiące filmów, albumów, gier, audiobooków czy innych ulotnych doświadczeń. Tak długo jak nie jesteśmy kolekcjonerami danej rzeczy, to lepiej jest zapłacić za czasowy dostęp niż kupować coś co obejrzymy albo przeczytamy tylko raz. Prawda?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Z drugiej jednak strony, kiedy możemy powiedzieć, że coś faktycznie jest nasze? Co to znaczy mieć? Gdyby dłużej się nad tym zastanowić, to kompletnie abstrakcyjny koncept. Powiesz, że to twoja książka, bo leży na półce w twoim domu. Kiedy pożyczysz ją znajomemu, to nadal twoja książka, chociaż znajduje się gdzieś indziej. Możesz pokazać paragon z księgarni, dowód zakupu. A co jeśli paragon wyrzuciłeś? I znajomy powie po kilku miesiącach, że w sumie to przecież zawsze była jego książka? Może na pierwszej stronie jest dedykacja, którą ktoś napisał dla ciebie. Co jeszcze sprawia, że zbiór atomów można przypisać do konkretnej osoby? Rzeczy jak akty własności, dokumenty, prawo to wynalazki znane od starożytności, ale to tylko wierzchołek góry lodowej w całym temacie posiadania. Po co w ogóle te wywody?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Do przemyśleń skłoniła mnie informacja od Sony, które ogłosiło, że &lt;a href=&quot;https://arstechnica.com/gadgets/2026/06/sony-erases-digital-content-from-libraries-were-reminded-we-dont-own-what-we-buy/&quot;&gt;usuwa niektóre filmy z bibliotek użytkowników&lt;/a&gt; Playstation Store w Wielkiej Brytanii nawet, jeśli ktoś już za nie zapłacił. Dodatkowo planuje całkowicie odejść od &lt;a href=&quot;https://cdaction.pl/newsy/branza-reaguje-na-decyzje-sony-o-rezygnacji-z-nosnikow-fizycznych-firma-mierzy-sie-z-gigantyczna-krytyka-i-wieloma-pozwami/&quot;&gt;sprzedaży gier na fizycznych nośnikach&lt;/a&gt;. Kolejna burza odrobinę niedostrzegalna w tajfunie zdarzeń ostatnich miesięcy. Ale co to oznacza dla nas?&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Nie będziesz nic posiadał i będziesz szczęśliwy&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;W wielu kręgach powiela się to zdanie, które rzekomo wypowiedział założyciel Światowego Forum Ekonomicznego Klaus Szwab. To bardzo wygodne kłamstwo, które wpisuje się w narracje internetowych siewców paniki (tak jak to, że pan Szwab jest masońskim przedstawicielem rasy reptilian po kryjomu rządzących światem). Ale pochylmy się na chwilę nad tym sformułowaniem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zdanie &amp;quot;Nie będziesz nic posiadał i będziesz szczęśliwy&amp;quot; rzeczywiście padło w 2016 w jednym ze spotów Światowego Forum Ekonomicznego, w którym to przewidywali oni jak może wyglądać życie przeciętnego przedstawiciela rasy &lt;em&gt;homo sapiens&lt;/em&gt; w 2030 roku. Zdanie pojawiło się obok takich sformułowań jak &amp;quot;Miliard ludzi przemieści się ze względu na zmiany klimatyczne&amp;quot; czy &amp;quot;Przygotujesz się do lotu na Marsa&amp;quot;. Nie oznacza to, że Wielki Światowy Rząd specjalnie zaplanował sobie na 2030 rok przesiedlenie miliarda ludzi czy zamierza wsadzić cię Czytelniku w rakietę i wysłać w kosmos. Chodziło tutaj o zauważenie trendów dziejących się już wtedy na świecie i ekstrapolowanie ich na 15 lat do przodu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czy ta obserwacja w spocie była wyssana z palca? No nie do końca, bo faktycznie po 10 latach jesteśmy już w stanie potwierdzić, że jako społeczeństwo w pełni zaakceptowaliśmy model subskrypcji oferowany nam przez duże korporacje. Żeby nie było, to nie jest coś zupełnie nowego. Od dekad przecież funkcjonowały abonamenty, czy to na telewizję i telefon, karnety na basen lub bilety miesięczne na komunikację miejską.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Przyzwyczajenie do subskrypcji wydaje się tym wygodniejsze, gdy coraz bardziej porzucamy przywiązanie do rzeczy materialnych. Z nadejściem przemysłu mamy na wyciągnięcie ręki wszystko, czego tylko zapragniemy (jeśli dysponujemy odpowiednimi środkami na koncie). Nie musimy sami szyć sobie ubrań albo nosić kurtki po tacie. Coraz częściej nawet nie musimy wybierać, wybiera za nas algorytm. Jesteśmy skłonni kupić coś co wyskoczy nam w reklamie przeglądając internet. &amp;quot;Nie będziesz nic posiadał&amp;quot; to przerażająca wizja zwłaszcza dla starszego pokolenia, która pamięta czasy gdzie po niektóre rzeczy trzeba było stać godzinami w kolejkach albo zbierać pieniądze miesiącami. Jednak sami decydujemy się na nieposiadanie, tylko wypożyczanie. Czy w czasach nadmiernego konsumpcjonizmu to taki problem?&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Dobry zwyczaj, nie pożyczaj&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Nadejście cyfrowego nośnika przyniosło całkiem nową erę doświadczeń. Możemy bez wychodzenia z domu mieć dostęp do wręcz całego dorobku ludzkości jeśli chodzi o masowe media. Kino, muzyka, tekst dość łatwym nakładem mogą zostać zdigitalizowane i udostępnione miliardom użytkowników internetu, zawsze i wszędzie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Pamiętam jeszcze swoje dzieciństwo gdy z wypiekami na twarzy czekało się na piątkowy seans filmowy w TVN, gdzie puszczali Władcę Pierścieni. Bez opcji pauzy czy nagrania, trzeba było wysiedzieć do późna przed telewizorem, próbując nie zasnąć podczas kilkunastominutowych bloków reklam. Dzisiaj takie wspomnienie brzmi nieco dziwacznie.
Ale czy nie było w tym pewnego uroku? Kiedy emitowano serial na który trzeba było czekać cały tydzień, a człowiek snuł różne teorie o tym, co wydarzy się w kolejnych odcinkach. A kiedy serial już leciał, trzeba było rzucić wszystko inne i przebłagać rodzeństwo aby oddali pilota. Nawet dzisiaj niektóre platformy streamingowe nie dodają wszystkich odcinków serialu jednego dnia, zostawiając nam pole do dyskusji.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Urządzając dzisiaj pokój rzadziej planuje się wielkie regały zastawione książkami i płytami CD. Skoro wszystko mamy w wirtualnej bibliotece, a nasze konta możemy dzielić także z innymi, to  gdzie tutaj wady? Pozostaje jedynie opłacić miesięcznie niewielki koszt za dostęp do serwisu. Albo dwóch. Albo dziesięciu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Problem zaczyna rosnąć, kiedy decydujemy się zbudować pokaźną listę platform pobierających co miesiąc swoje myto. Ten problem dostrzegli twórcy aplikacji i programów i przekuli na swoją korzyść. Często abonament staje się absurdalnym dodatkiem. Zamiast dożywotniego dostępu do aplikacji, można wykupić jedynie czasowy dostęp. A to rodzi wiele problemów. Nikt nie zagwarantuje, że platforma nie zwinie się po kilku latach (i razem z nią wszystko co w niej wydałeś i zapisałeś). Podwyżka cen może uderzyć w każdej chwili i jako użytkownicy nie mamy na to wpływu. Przy zakupie robota kuchennego za kilka tysięcy musisz osobno płacić miesięczny abonament za dostęp do listy z przepisami. Niektóre marki aut każą dodatkowo płacić za ogrzewanie siedzeń, chociaż cała elektronika z tym związana już jest zamontowana... Takie historie budzą kontrowersje i słusznie, bo pokazują, jak z właścicieli stajemy się jedynie konsumentami. Chwalmy więc organizacje takie jak UOKiK (Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów) albo inicjatywy jak &lt;a href=&quot;https://www.stopkillinggames.com/en&quot;&gt;Stop Killing Games&lt;/a&gt;, które walczą z takimi patologiami.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Twórcy aplikacji słusznie mogą się teraz oburzyć - przecież utrzymanie serwisu wymaga ciągłej pracy programistów i działania serwerów. Model subskrypcji zapewnia ciągły strumień pieniędzy i właściwie gwarantuje, że serwis będzie działał poprawnie długie lata. Z perspektywy konsumenta jest to więc dobre rozwiązanie. Nie chcę w moim wpisie całkowicie zakazać takiej praktyki biznesowej. W niektórych miejscach sprawdzi się ona lepiej, a w innych mniej. Nie piszę tutaj orędzia przeciwko korporacyjnej chciwości. Piszę tutaj do ciebie, Czytelniku, aby pomóc ci odnaleźć się w tej kapitalistycznej bańce.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czy w tym wszystkim warto zadać sobie trud i mieć coś swojego?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wrzućmy na tapetę przykład słuchania muzyki. Jednym guzikiem uruchamiasz Spotify i odpalasz polecaną playlistę. Pomijasz pierwsze 5 piosenek bo są takie sobie, potem trafia się coś fajnego i słuchasz, ale w połowie czujesz, że w sumie ten numer już się trochę przejadł, przełączasz na kolejny. Muzyka pomaga ci zagłuszyć rzeczywistość, ale czy faktycznie się nią cieszysz?
Pomyśl teraz o innym przypadku. Podchodzisz do swojej półki z płytami, tam kolekcja twoich ulubionych wykonawców. Znajdujesz album, który kupiłeś na koncercie 20 lat temu. Wrzucasz w odtwarzacz i zanurzasz się we wspomnieniach. Lecą dwa numery, trzeci nie należy do twoich ulubionych, ale już wygodnie rozsiadłeś się w fotelu. Niech gra. Po dwóch minutach okazuje się, że nie jest wcale taki zły. Numer piąty brzmi dziwnie. Znasz go, ale nie słyszałeś go od lat. Jest mniej znany, więc prawie nigdy nie pojawia się na playlistach w popularnych streamingach. Odkrywasz swój ulubiony zespół na nowo.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Hej, imbryczku, co ty w ogóle wygadujesz, gdzie mam myśleć o wieży stereo za kilka klocków i jeszcze o półce na płyty w moim niedużym pokoju? Bez paniki, moim celem nie jest wysyłanie cię do oferty najbliższego sklepu Hi-Fi. Ale chciałbym Czytelniku abyś pomyślał jak konsumujesz media. Co powiesz na takie wyzwanie, w którym kolejnym razem kiedy będziesz chciał czegoś posłuchać na Spotify, po prostu znajdziesz jeden z albumów swojego ulubionego wykonawcy i pozwolisz mu grać. Bez playlisty. Bez przewijania. Bez pauzowania. Podejmiesz się?&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Pod czarną banderą&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Ustalmy jedno - kradzież, jaka by nie była, jest zła. Przyszło nam jednak żyć w takim świecie, gdzie wiele wartości musimy zrozumieć na nowo. Jednym z nich jest pozyskiwanie treści z nielegalnych źródeł, czyli piractwo.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Trend zaczął nabierać na sile kiedy poddaliśmy się masowym procesom digitalizacji. Średniowieczny mnich potrzebował miesięcy aby wykonać kopię jakiejś księgi, a ich cena nierzadko przekraczała majątek jednej rodziny. Kiedy nadszedł czas prasy drukarskiej, złożenie książki było już znacznie tańsze, szybsze, ale nadal wymagało pracy i materiału. A dzisiaj? Aby wykonać kopię cyfrowego tekstu wystarczą dwa kliknięcia, które zajmują kilka sekund i zostawiają minimalny ślad w pamięci cyfrowego urządzenia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Czy piractwo to kradzież? Jak się okazuje, nie jest to takie oczywiste. Sam skłaniam się ku wersji, że tak, jest to złe i należy z piractwem walczyć oraz je piętnować. Jednak nie mówimy tutaj o kradzieży mienia, a raczej naruszaniu praw autorskich. To twórca danej treści decyduje na jakich zasadach odbywa się dystrybucja jego dzieła. Są jednak przypadki, w których jestem w stanie rozumieć dlaczego ktoś sięga po nielegalną ścieżkę zdobycia dostępu do pewnych treści. &lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Piractwo może w pewien sposób demokratyzować kulturę. Jeśli dana rzecz jest poza czyimś zasięgiem finansowym lub jest niedostępna w jego kraju ze względu na cenzurę, to być może jedyny sposób na konsumowanie tworów danego autora. Sytuacja jest zdecydowanie bardziej abstrakcyjna dla mieszkańców Europy, ale są miejsca na świecie, jak Ameryka Południowa czy Chiny, gdzie jest to prawdziwe.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Ktoś może też pomyśleć: kiedy czytam książkę pożyczoną od kumpla, a potem ją oddam, to czym to się różni od wykonania cyfrowej kopii i usunięcia jej potem? Tutaj trafiamy na ciekawy legalny problem. Właściciel cyfrowej kopii może ją powielać, ale na własny użytek. Jeśli wyślę ebook do mojego znajomego, to łamię prawo. Absurdalne? Tak. Czy ma sens? Też tak.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie chcę tutaj nikogo wybielać. Zachęcam cię Czytelniku do korzystania z legalnych źródeł. Nawet jeśli zdarzy ci się pobierać coś nie do końca zgodnego z prawem, to pomyśl o wsparciu autora dzieła jako podziękowanie za trud jego pracy.&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Mieć czy Być&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Tutaj powinien być rozdział w którym dokonuję ostatecznej walki dobra ze złem, piszę jak to rzeczy materialne nie mają znaczenia dla bytów istniejących w tej zupie zwanej Wszechświatem i liczy się tylko to, aby na koniec dnia być dobrym człowiekiem, a potem rozchodzimy się w pokoju.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Możemy snuć nieustanne dyskusje na temat absurdów mienia i bycia, ale ciebie, Czytelniku chciałbym pozostawić z refleksją o tym jakim konsumentem dzisiaj jesteś. Bo każdy z nas jakimś jest. Może jest ta jedna subskrypcja z której nie korzystasz od miesięcy i nie mogłeś zabrać się do jej usunięcia? Zrób to dzisiaj. Czujesz, że ostatnio ciężko znaleźć film albo grę która wciągnęłaby na dłużej. Może wcale nie musisz odhaczać kolejnego tytułu, tylko spędzić czas z czymś co budzi nostalgię?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Otrzymujemy ten krótki skok przyjemności ze zdobycia nowej rzeczy, rzadko czerpiemy frajdę z tego, że leży na naszej półce, ale i tak trudno nam się z nią rozstać. To działa instynkt, zbieranie zapasów jest zakodowane w naszych genach. Niech ostatnim przemyśleniem na dziś będzie odnalezienie tej jednej rzeczy, którą masz ale leży gdzieś zapomniana i czekała właśnie na ten moment, abyś po nią sięgnął.&lt;/p&gt;
</content:encoded></item><item><title>Sztuczki Sztucznej Inteligencji</title><link>https://imbryczek.com/posts/sztuczki-sztucznej-inteligencji/</link><guid isPermaLink="true">https://imbryczek.com/posts/sztuczki-sztucznej-inteligencji/</guid><description>O tym jak AI zmienia nasze życie.</description><pubDate>Sun, 05 Jul 2026 00:00:00 GMT</pubDate><content:encoded>&lt;p&gt;Korzystając z czatbotów w 2026 roku można łatwo dać się oczarować iluzji i ulec wrażeniu, że gdzieś tam po drugiej stronie jest prawdziwy człowiek. Dopiero po dłuższym klikaniu zaczynamy zauważać pewne schematy, które sprawiają, że czar pryska. Mimo to uwielbiamy przypisywać jej cechy ludzkie. Mówimy, że sztuczna inteligencja myśli, czuje, a jeśli coś idzie nie tak to halucynuje. Niektórzy są gotowi nawet pójść o krok dalej i &lt;a href=&quot;https://www.tygodnikpowszechny.pl/w-co-uwierzyl-richard-dawkins-po-rozmowie-z-czatbotem-193557&quot;&gt;stwierdzić, że sztuczna inteligencja osiągnęła świadomość&lt;/a&gt;. Myślę, że warto pochylić się trochę nad tym tematem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;W języku polskim od lat funkcjonuje piękny skrót dla sztucznej inteligencji: SI. Wydaje się, że nie zadomowił się na tyle dobrze w naszym języku, bo w codziennych konwersacjach czy nawet poważnych publikacjach przewija się skrót AI (z ang. &lt;em&gt;Artificial Intelligence&lt;/em&gt;). I ja (niezbyt chętnie) pójdę za tym trendem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie trudno jest mi zauważyć, że skrót AI jest dzisiaj niesamowicie nadużywany. AI wygenerowało coś, AI napisało tamto, AI w samochodzie, w pracy, w szkole. Ciężko jednak wymagać od typowego Kowalskiego, Smitha czy Schmidta aby ogarniał ten technologiczny boom. Gdzie kończy się zwykły program komputerowy a zaczyna sztuczna inteligencja mająca cechy zbliżone do tej ludzkiej?&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Szach-mat&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Czy maszyna szachowa reagująca na ruchy gracza to już inteligencja? Legendarna partia z 1996 roku pomiędzy komputerem Deep Blue oraz Garri Kasparowem zapisała się w kartach historii jako jedna z pierwszych, gdzie algorytm był w stanie rywalizować z arcymistrzem. W 1996 roku ostatecznie zwyciężył Rosjanin 4:2, ale po wprowadzeniu poprawek i rewanżu w 1997, maszyna wygrała więcej partii. Twórcy Deep Blue pomiędzy partiami ukradkiem stroili komputer pod styl gry Kasparowa, aby lepiej odpowiadać na jego ruchy. No właśnie - skoro inżynierowie musieli zajrzeć do kodu źródłowego i trochę go podrasować, to czy nie powinniśmy mówić tutaj raczej o maszynie niż o inteligencji? Może i możliwości Deep Blue były ogromne, ale nie dałoby się zapytać go aby przedstawił prognozę pogody na najbliższe dni. Nie do tego został stworzony, tak jak młotkiem nie sprawdzimy aktualnej godziny (no dobra mądralo, postawiłeś młotek na trawie i zrobiłeś zegar słoneczny, jestem z ciebie dumny).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kiedy możemy mówić o granicy między maszyną obliczeniową a sztuczną inteligencją? Czego potrzeba aby zaistniała &lt;em&gt;inteligencja&lt;/em&gt;? Nie zamierzam tutaj sypać technicznymi definicjami czy cytować artykuły z Wikipedii. Nie jesteśmy na auli wykładowej. Spójrzmy na tę technologię obcych chłopskim okiem.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Moja wersja inteligentnego komputera przede wszystkim uczy się. Każda nowa partia modyfikuje algorytm. Jeśli jakiś ruch na planszy jest błędem i prowadzi do przegranej partii, inteligentny byt powinien zapamiętać ten fakt i w przyszłości nie doprowadzić do powtórzenia tego samego ruchu. Komputer doskonali się sam, bez zbędnego wprowadzania przez programistę poprawek w wersji 2.0.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Idąc dalej, mój komputerowy mózg potrafi podejmować decyzje. Nie podąża ślepo za kodem, ale potrafi rozważyć różne opcje i dokonać najlepszego w danej sytuacji wyboru. To założenie jest spełnione w obecnych silnikach szachowych. Maszyna oblicza skuteczność danego ruchu w oparciu o ogromną bazę danych, szacuje prawdopodobieństwo wygrania czy przegrania partii po wykonaniu serii posunięć i dopiero porusza figurą. Jeśli zdarzyło ci się Czytelniku grać z komputerem w szachy na łatwym albo średnim poziomie to muszę cię rozczarować - komputer dał ci fory. Od początku wiedział że twoja wieża na H4 to fatalny ruch, ale został tak dostrojony, aby wybierać ruchy z puli tych mniej dokładnych.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Bezpośrednim udoskonaleniem probabilistycznego podejmowania decyzji jest myślenie analityczne. To ta cecha, która daje nam tak często powód do frustracji. Ten tryb naszego mózgu uruchamia się zazwyczaj kiedy trafiamy na jakiś złożony problem. Zanim podejmiemy ważną dla nas decyzję, przetwarzamy ją w głowie, rozważamy różne przypadki, rwiemy i kleimy niczym dziecko lepiące ciastolinę. W przypadku sztucznej inteligencji równa się to kilkukrotnemu przetworzeniu danej instrukcji. Jeśli AI nie ma informacji w bazie danych, będzie próbować ją zdobyć np. korzystając w wyszukiwarki internetowej. W popularnych czatbotach dostępna jest opcja &amp;quot;myśląca&amp;quot; i można nawet podejrzeć jak komputer &amp;quot;myśli&amp;quot; nad odpowiedzią (nierzadko dochodząc do dość zabawnych wniosków).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Oczywiście sama inteligencja byłaby niczym bez odpowiedniej obudowy. Rzeczy takie jak pamięć, percepcja, zmysły czy kontekst pozwalają inteligencji uwolnić swój potencjał. Jak robi to AI dzisiaj?&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Odlotowi Agenci&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Jeden z największych ostatnio skoków technologicznych zawdzięczamy LLM-om (z ang. &lt;em&gt;Large Language Model&lt;/em&gt;), czyli modelom komputerowym, które (w dużym uproszczeniu) przyjmują tekst na wejściu i zwracają na wyjściu. Przetwarzanie tekstu odbywa się w pewien sposób jak w naszej maszynie szachowej. Komputer wytrenowany na niewyobrażalnej ilości danych liczy prawdopodobieństwo słów następujących po sobie i na tej zasadzie buduje zdania lub kod. I robi to bardzo szybko. Wymaga przy tym ogromnych mocy obliczeniowych, więc nie dziwne że cena kart graficznych czy kości pamięci w ostatnich latach skoczyła o kilkaset procent. Ktokolwiek próbował kupić ostatnio nowego laptopa lub stacjonarkę ten wie.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Warto tutaj się chwilę zastanowić, czy my, ludzie, nie myślimy w trochę podobny sposób? W typowej sytuacji gdy zaczynamy rozmowę (lub piszemy wiadomość w komunikatorze) rzadko wiemy, jak zakończymy zdanie. Wyrzucamy z siebie słowa, które na bieżąco pojawiają nam się w głowie i które pasują do poprzednich. Może dlatego dużo łatwiej uwierzyć nam w iluzję komunikacji z AI.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Jednak same modele to jeszcze nie wszystko. Sprowadzenie sztucznej inteligencji do prostej maszyny losującej słowa to krzywdzące uproszczenie. Dzisiejsza technika komputerowa wykracza znacznie ponad to i prawdziwą moc AI zyskuje kiedy taki model wyposaży się w programistyczne narzędzia i odpowiednie rusztowanie (z ang. &lt;em&gt;scaffolding&lt;/em&gt;). I tutaj pojawia się koncept agentów AI. To całe systemy zbudowane z wielu elementów, w centrum którego siedzi LLM. Dzięki dodatkowym narzędziom taki agent zdobywa supermoce i jest w stanie pisać kod i wykonywać go. Agenci znają dobrze języki programowania i komendy konsoli więc mogą przegrzebywać internet, samodzielnie tworzyć wpisy na social mediach, robić zakupy i wiele więcej. Ich możliwości są wręcz nieograniczone (o ile strona nie wykryje obecności takiego &amp;quot;intruza&amp;quot; i zablokuje jego działania).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To, że coraz więcej treści w internecie tworzonych i konsumowanych jest przez boty to przykry fakt. I będzie tego coraz więcej. Gdzie tutaj miejsce dla nas, ludzi? Jedyne co my możemy dzisiaj zrobić to nauczyć się koegzystować z AI w internecie. Jeśli uważasz, Czytelniku, że jest inaczej to niestety jesteś w błędzie.&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Technologia która dzieli&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Jak już wspomniałem, sztuczna inteligencja zdolna jest do wielu operacji logicznych, 
jednak można powiedzieć, że najczęściej dzieli (wybaczcie, ale nie mogłem się oprzeć przed napisaniem tego).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Znajduję pewną dziwną przyjemność czytając komentarze różnych osób od prawa do lewa wspominających o swoich doświadczeniach z AI. Wizje są skrajnie różne, od przewidywanej zagłady ludzkości w najbliższych latach, przez krach na giełdzie zadłużonych korporacji, aż do pięknej utopii w której ludzie dłużej nie muszą pracować i piją drinki z palemką na Majorce (zakładając że pomieści ich wszystkich).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kto ma rację? Co kilka miesięcy można przeczytać o jakimś przełomowym osiągnięciu w tym wyścigu gdzie stawką są miliardowe kwoty. Dlatego wróżenie jak szybko i gdzie zabierze nas najbliższa przyszłość jest bez sensu. Jednak kilka tematów nie stygnie mimo upływu czasu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Chyba najwięcej krytyki AI zbiera od ludzi, którzy boją się utraty pracy. Sam należę do tego grona, jednak staram się podejść do tematu trzeźwo. To, że czeka nasz rewolucja na rynku pracy to fakt. Ale przemiana nie odbędzie się z dnia na dzień. Tak jak z innymi licznymi zawodami, które odeszły w minionych dekadach w wyniku pojawienia się przełomowych wynalazków. Mało dzisiaj mówi się o gazeciarzach sprzedających ciepłe wydania lokalnych nowin, latarnikach w długich płaszczach wędrujących po zmroku po ulicach większych miast, telefonistkach krosujących połączenia międzynarodowe, a musieli oni przechodzić przez podobne dylematy jak my dziś.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kolejnym zarzutem do sztucznej inteligencji jest problem zużywania surowców naturalnych. Działanie serwerowni pochłania ogromne ilości energii, wody, emituje straszny hałas. W sieci krąży pełno filmików ludzi, których dotknęło takie nieszczęście mieszkania w pobliżu takich kompleksów. Jednak to nie powód do paniki dla nas. Zdecydowana większość serwerowni istniejąca wokół nas jest praktycznie niezauważalna. To prawda, że w kilku miejscach na świecie występują takie problemy, ku uciesze dziennikarzy i influencerów, ale podobnie jest od lat z pylącymi fabrykami czy głośnymi farmami wiatrowymi. Nie wińmy technologii, ale kiepską urbanistykę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Innym głośnym tematem jest sama moralność firm zajmujących się sztuczną inteligencją. Nie jest już tajemnicą, że każda większa korporacja potrzebuje petabajtów danych do trenowania swoich modeli i do tego celu wykorzystuje treści chronione prawami autorskimi. I nikt nie jest w stanie im tego udowodnić. Tyle, że mleko dawno się rozlało, śmierdzi i zaczęło żyć własnym życiem niczym jakiś mleko-golem. Czasu nie cofniemy, ale możemy nagłaśniać takie sprawy i próbować zmusić naszych polityków do uregulowania treści używanych do tworzenia modeli AI (a przynajmniej chciałbym aby tak to wyglądało). To, że wielu takich polityków często zasiada przy wspólnym stole z prezesami big-techu to już temat na zupełnie inną rozmowę...&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Warto tutaj wspomnieć o jeszcze jednym problemie, tym razem siedzącym w nas samych. Lenistwie. Odpowiadając wujkowi na życzenia świąteczne po prostu wrzucasz pytanie do generatora słów i kopiujesz odpowiedź. Nie potrafisz rysować? Żaden problem, czat wypluje rysunek za ciebie. Chcesz wydać książkę? Ha, żaden problem! Napisz tylko w jakim stylu ma być wygenerowana. Żyjemy w czasach postępującego zgównowacenia (z ang. &lt;em&gt;enshittification&lt;/em&gt;) i korzystając z AI tylko to przyspieszamy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Kiedy przeniesiemy wzrok na drugą stronę trybun zobaczymy tłumy ludzi zachłyśniętych dostępem do nowych technologii. Zawierzają swoje decyzje i wiedzę sztucznej inteligencji i konsultują się z nią w każdej błahej sprawie. Oddelegowują tak przecież wymagający wysiłek jakim jest myślenie. Płacąc nierzadko spore subskrypcje tworzą zestawy narzędzi i serwisów których nikt nie będzie utrzymywał i trafią może do garstki ludzi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Nie można jednak odebrać AI najważniejszej zalety, a mianowicie tego, że rzeczywiście ma dostęp do ogromnej bazy wiedzy i może pomóc nam wykonywaniu codziennych czynności. Wizyta w urzędzie może potrwać błyskawicznie kiedy AI powie ci jakie dokumenty trzeba przygotować (a nawet uzupełni je za ciebie i powie do którego budynku się udać). AI może sprawdzić za ciebie czy w kilkunastostronicowej umowie o wynajem mieszkania nie kryją się jakieś pułapki. Zrobi dla ciebie analizę, który model lodówki kupić aby spełnił twoje (i przy okazji twojej żony) wymagania. Nie możemy popaść jednak w euforię i zawierzać całego naszego życia sztucznej inteligencji. Ona wciąż robi błędy i musimy grzecznie sprawdzać wszystko, co dla nas wypluje.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;To także idealne narzędzie dla osób kreatywnych. Nie chodzi tutaj o to, aby zastępować ludzką kreatywność, a raczej odnaleźć w AI współpasażera (albo współkierownika) ziemskiej podróży. Już wielokrotnie spotkałem się ze stwierdzeniem, że dzięki sztucznej inteligencji ktoś nareszcie mógł urzeczywistnić swoje hobby. Ktoś kto ma całą szufladę zapisanych tekstów piosenek jest w stanie wreszcie usłyszeć je. Fan gier komputerowych może wreszcie zagrać w grę, którą od wielu lat miał w głowie. Ale i tutaj granica jest bardzo cienka. Oddając AI cały proces twórczy powstają wątpliwej jakości produkty, które ostatecznie zamieniają się w wirtualne śmieci, bo nawet sam autor nie ma do nich przywiązania.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wspominałem już o tym jak AI może zabrać nam pracę, ale równocześnie może tę pracę znacznie ułatwić i przyspieszyć. Już dzisiaj można przeczytać o odkryciach naukowych do których przyczyniła się sztuczna inteligencja. Jednymi z najbardziej znanych do tej pory modeli uczenia maszynowego były właśnie modele rozpoznające komórki rakotwórcze. Wyobraźmy teraz sobie, że taka technologia dostępna jest w każdej ważnej dziedzinie. AI, która precyzyjnie diagnozuje przyczynę nieuleczalnej choroby. AI, która przewiduje wystąpienie katastrofy naturalnej i pozwala na wczesną ewakuację. AI, która powiadamia służby bezpieczeństwa o możliwym ataku terrorystycznym. Te przykłady to trochę sen przyszłości, ale mogą się jak najbardziej urzeczywistnić. Sztuczna inteligencja będzie mogła nas uchronić przed każdym złem tego świata, ale czy nie uczyni to naszego życia trochę zbyt przewidywalnym i ...nudnym?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;A może tak potężne narzędzia mogą obrócić się przeciwko nam samym?&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Czy AI śni o przejęciu władzy nad światem?&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;W swojej książce Philip K. Dick &amp;quot;Czy androidy śnią o elektrycznych owcach&amp;quot; przedstawia wizję świata gdzie ludzie i androidy (humanoidalne roboty) żyją obok siebie. Na pierwszy rzut oka trudno odróżnić jednych od drugich. Przynajmniej na razie nam to nie grozi. Hipotetyczna apokalipsa nie dokona się jak w filmach z Arnoldem Schwarzeneggerem, rzeczywistość bywa dużo bardziej przyziemna. Obecnie sztuczna inteligencja mieszka w wielkich serwerowniach i (teoretycznie) wystarczy wyłączyć prąd albo dostęp do sieci, aby ją unieszkodliwić. Realnym zagrożeniem staje się AI jako narzędzie, które pozwala mocarstwom dokonywać włamań do wrażliwych systemów czy udoskonalać ataki militarne (jak np. &lt;a href=&quot;https://www.washingtontimes.com/news/2026/jun/17/military-used-elon-musks-grok-strikes-iran-pentagon-reveals/&quot;&gt;grok od Elona Muska użyty do identyfikacji celów w Iranie&lt;/a&gt;). Potężny AI wykorzystany do przejęcia konta w banku i wyczyszczenia go do ostatniego grosza to dużo bardziej realne zmartwienie niż robot z laserem biegający po osiedlu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;AI wchodzi do naszych smartfonów, samochodów czy nawet lodówek, ale nikt o zdrowych zmysłach nie montuje w nich setek gigabajtów RAM-u. Aby mieć dostęp do zaawansowanych modeli trzeba kontaktować się z zewnętrznymi serwerami. A te lżejsze modele są dużo bardziej ograniczone (co również stanowi pewne zagrożenie, gdyż taki model może popełniać dużo więcej błędów). Mało który producent pozwoliłby na takie ryzyko, aby jego produkt stracił zaufanie użytkowników przez jakąś AI-wtopę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Chwalimy cyfryzację jako niesamowite udogodnienie, ale tym samym uzależniamy od niej wiele niezbędnych do życia systemów jak praca elektrowni, wodociągów czy łańcuchów dostaw spożywczych. Wyrwa w bezpieczeństwie wielkiej szklarni może spowodować nieodwracalne szkody, które nie tylko pogrążą rolnika, ale mogą spowodować klęskę głodu. Przykłady można mnożyć. Nie chcę dziś pouczać o tym jak ważne jest cyberbezpieczeństwo, ale chcę uwrażliwić ciebie, Czytelniku na jedno: jeśli już dziś korzystasz ze sztucznej inteligencji to zakładaj zawsze najgorszy scenariusz. Co stanie się jeśli przez przypadek agent wyczyści wszystkie pliki do których ma dostęp? Jeśli dane z którymi się dzielisz gdzieś wyciekną? Najlepsze zabezpieczenie to izolacja. Unikaj uruchamiania agentów w tym samym środowisku gdzie trzymasz swoje wrażliwe pliki. Jeśli już decydujesz się mieć agenta AI u siebie, to rób także codzienne kopie zapasowe. Nigdy nie podawaj mu haseł ani wrażliwych danych, a jeśli tak to korzystaj z tokenów uwierzytelniania, które możesz łatwo usunąć. Myślę, że wkrótce podzielę się z tobą szczegółami, ale pozostawmy to na osobny wpis.&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Cyfrowa zapora&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;W dyskusji o AI można gryźć, kopać i bunkrować się w różnych obozach. Jednak musimy być ponad tym i pogodzić się z faktem, że ta dość tajemnicza technologia jest wszędzie już dzisiaj. To już nie science fiction, ani chwilowy trend. Kiedy dzwonisz na infolinię do banku odbiera inteligentna sekretarka. Kolejny smartfon, którego będziesz używał będzie naszpikowany funkcjami AI od pierwszego uruchomienia. Już niedługo następne zamówienie w restauracji przywiezie ci robot-kelner Możemy głosować portfelem, możemy mieć swoje zasady, ale miliardy ludzi na całym świecie już wchodzi w interakcje ze sztuczną inteligencją (czy to pytając o przepis na naleśniki w google czy to oglądając kolejną wygenerowaną reklamę).&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Najbardziej słuszną postawę jaką możemy zająć to czujna obserwacja i adaptacja do zmieniającego się świata. Pozwólmy AI istnieć, ale nie dajmy jej wejść sobie do głowy.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Błogosławieni ci, którzy nie uwierzyli w iluzję AI.&lt;/p&gt;
</content:encoded></item><item><title>Początek</title><link>https://imbryczek.com/posts/poczatek/</link><guid isPermaLink="true">https://imbryczek.com/posts/poczatek/</guid><description>O początkach słów kilka.</description><pubDate>Sun, 28 Jun 2026 00:00:00 GMT</pubDate><content:encoded>&lt;h2&gt;Hello World&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Wczesne niedzielne przedpołudnie. Kiedy zasiadam do napisania tych pierwszych słów nie mam jeszcze jasnej wizji, o co tutaj w ogóle chodzi.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Każdy mniej lub bardziej doświadczony użytkownik internetu zapewne wie co to blog, ale w ostatnich latach (przynajmniej ja) dostrzegam upadek indywidualnie tworzonych treści. Ten temat zasługuje co najmniej na serię wpisów, ale chciałbym tutaj Czytelniku przedstawić ci moją wizję. Chcę aby ta strona była moim buntem przeciwko wszechobecnej degradacji myślenia. Uwielbiam, kiedy technologia wyręcza mnie w codziennych rzeczach, ale nie chcę doprowadzić do sytuacji w której przejmuje stery nad moim podejmowaniem decyzji. Mam wrażenie, że dziś wszystko ma być szybkie, zoptymalizowane, ma zarabiać hajs, ma wpisać się w algorytm, ma nabijać statystyki i wyniki. Doceniam to, że ktoś chce zarabiać na swojej kreatywnej stronie, ale konkurując z coraz bardziej powszechnymi treściami tworzonymi taśmowo przez sztuczną inteligencję powinniśmy pewne rzeczy zdefiniować na nowo.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Doskonale imbryczku, mogłeś zacząć pierwszy wpis na tym blogu od wszystkiego, a wybrałeś narzekanie. Gratulacje.&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Co robicie?&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Jeśli ten mdły słowotok jeszcze nie zabił całkowicie twojego zainteresowania, Czytelniku, to mam dla ciebie małą zabawę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Zapewne (jeszcze nie) wiesz, że jestem wielkim fanem gier fabularnych (RPG, z ang. &lt;em&gt;Roleplaying Games&lt;/em&gt;). Kiedy prowadzę sesję (albo udzielam się jako gracz) to bardzo często przy stole można usłyszeć &lt;em&gt;&amp;quot;Co robicie?&amp;quot;&lt;/em&gt; Mistrz Gry opisuje świat, zastaną sytuację, jakiś problem i wtedy pada to nieśmiertelne pytanie. Dla przykładu, drużyna krasnoludów wyrusza w głąb kopalni uratować zaginionego górnika. Znajdują go na dnie szybu, gdzie niestrudzenie przekopuje się przez kolejne warstwy skał. &amp;quot;Zostawcie mnie w spokoju, nie wrócę na powierzchnię dopóki nie wykopię całego złota&amp;quot;. Dopadła go gorączka złota. &lt;em&gt;&amp;quot;Co robicie?&amp;quot;&lt;/em&gt;. Gracze mają tutaj wiele możliwości, mogą go próbować przekonać, pomóc mu znaleźć to złoto albo po prostu spacyfikować i wytargać na górę.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Wyobraź teraz sobie, że ktoś zadaje właśnie tobie takie pytanie. &lt;em&gt;Co robisz?&lt;/em&gt; Pracujesz, jesz, kochasz, przemieszczasz się, czasem trafiasz na jakiś problem. I &lt;em&gt;co robisz?&lt;/em&gt; Czy po prostu wkurzasz się na tę zastaną rzeczywistość, czy faktycznie podejmujesz jakąś decyzję? W fikcji, każda decyzja pcha fabułę do przodu, to zabawa, więc niech będzie ciekawie. Tylko w prawdziwym życiu nie ma takiego mistrza gry, który mógłby ci to wszystko pokazać. Musisz uświadomić sobie jaka jest twoja rzeczywistość. Bycie biernym, &lt;em&gt;nic nie robię&lt;/em&gt; to również wybór. I to często bardzo dobry wybór. Jest tutaj tylko jedna ważna sprawa, moje &lt;em&gt;nic nie robię&lt;/em&gt; jest świadomym wyborem, spośród wielu opcji o których dobrze zdaję sobie sprawę. Tu nie chodzi o to, żeby &lt;em&gt;nic nie robić&lt;/em&gt;, odpalić film, piwo i mieć gdzieś cały świat (chociaż to też przyjemna perspektywa). Kiedy świat nieustannie rzuca przede mnie sytuacje, wcale nie muszę odgrywać epickiej sceny, próbować zawrócić bieg rzeki czy szarżować na olbrzymy-wiatraki jak Don Kichote.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dlaczego o tym piszę? Mam wrażenie, że często decydujemy się na &lt;em&gt;nic nie robię&lt;/em&gt;, ale bez namysłu. I sam łapię się na tym coraz bardziej. Skoro mogę użyć sztucznej inteligencji aby napisała za mnie plan moich wakacji, plan treningu na siłownię czy poleciła film na wieczór, to oddelegowuję część niesamowicie istotnego wysiłku. Jadę na wakacje bo czuję, że muszę odpocząć. Wracam bardziej zmęczony. Zdjęcia z wyjazdu zobaczę kolejny raz za pół roku jak telefon zacznie narzekać na brak pamięci i coś trzeba będzie usunąć. Idę na siłownię bo wszyscy naokoło chodzą, internet wrzeszczy że to takie zdrowe. Po trzech miesiącach rezygnuję z karnetu, bo poszedłem dwa razy (chociaż plan od czatu GPT brzmiał genialnie!). Jeśli nie buduję wiezi z moimi decyzjami, to wszystko co robię zaczyna stawać się jałowe.&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Dlaczego ta strona powstała&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Tymi moimi wpisami chcę nie tylko wypluć z siebie ten natłok myśli, nieustannie wijących się w mojej głowie, ale również i zachęcić innych do wskoczenia do tego zimnego, brnącego nurtu.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Sam jeszcze nie wiem gdzie mnie zaprowadzi. Być może ten projekt upadnie tak rychło jak powstał. Być może coś chcę sobie udowodnić. Być może chcę coś po sobie pozostawić.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Już od dłuższego czasu próbuję znaleźć swoje miejsce w chaosie trzeciej dekady XXI wieku. I będzie coraz trudniej. Odcinam się od wszelkiej maści algorytmów, serwisów społecznościowych mielących nasze dane by zarabiać krocie. Ale nie mam zamiaru wyjeżdżać do odludnej górskiej chaty jak Heidegger. Akceptuję to co jako ludzkość osiągnęliśmy, ze wszystkimi jego złymi i dobrymi aspektami. Jesteśmy w miejscu gdzie sztuczna inteligencja będzie stawać się coraz bardziej inteligentna, a my jako ludzie coraz mniej ludzcy. Jeśli mogę się przed czymś buntować to jedynie przed zaakceptowaniem tych zmian bez zastanowienia.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Dlatego chcę aby ten serwis spełniał kilka założeń. Po pierwsze, zawsze był darmowy, wolny od reklam, sponsorów, spamu (również AI slopu). Po drugie nie zamierzam udostępniać tego na socialach, budować społeczności czy marki, zakładać podcastu czy kanału na youtube. Jeśli kiedyś odejdę od tych założeń, napisz do mnie maila i zacytuj te słowa.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Bez odbioru.&lt;/p&gt;
</content:encoded></item></channel></rss>