Prawdziwa Podróż w Czasie
Przyszłość jest fascynująca. To nie tylko strach przed nieznanym albo wizja lepszego jutra. Każda chwila, którą przeżywamy zostaje zmielona tą przedziwną maszyną czasu: przyszłość zamienia się w teraźniejszość, a ta w przeszłość. Próbujemy czas opisać, nadać mu kierunek, wektor, sprowadzić do praw fizyki i w mniejszym lub większym stopniu nam się to udaje. Jednak w makroświecie naszego istnienia nasz mózg nie wykracza poza te proste ramy: było, jest, będzie.
Ten ciągły ruch wymusza na nas rozwój. Słyszymy “nie możesz stać w miejscu”, “nie możesz wejść drugi raz do tej samej rzeki” i inne powiedzonka, które spajają ten koncept czasu z ruchem i zmianą. Pięknie ujął to Stephen Hawking, dyktując swoim policzkiem Wszyscy jesteśmy podróżnikami w czasie, zmierzającymi w przyszłość. Sprawmy razem, aby ta przyszłość była miejscem, które chcemy odwiedzić.
Chciałbym abyśmy pomyśleli o tej podróży. Na osi czasu zaznaczamy miejsce gdzie jesteśmy dzisiaj i miejsce gdzie chcielibyśmy być. Nie zajmujemy się zastanawianiem nad tym co poza - to wątek na zupełnie inną okazję.
Homo niekoniecznie sapiens
Na przestrzeni lat do popkultury (i trochę nauki) wprowadziliśmy dziesiątki interesujących terminów. Czytamy o Człowieku 2.0, Człowieku 3.0, Homo Cybersapiens, Homo Cyberneticus, Transhumanizmie, Posthumanizmie, Biohackingu oraz wielu innych, ciężko trudnych do przetłumaczenia określeniach. Pośród ludzi wymyślających takie nazwy musi więc istnieć jakiś kompleks: narysować twardą linię pomiędzy człowiekiem XX wieku, żyjącym w cieniu wojen światowych, wychowanym w epoce przemysłowej, czasie rozpędzającej się maszyny kapitalizmu, a człowiekiem współczesnym, świadomym, wielozadaniowym, wspomaganym technologią. Lubimy numerki, a “nowa wersja człowieka” brzmi kozacko. Ale czy nie jest po prostu kolejnym sloganem reklamowym? Wciąż myślimy, czujemy, popełniamy błędy, śmiejemy się, jemy, oddychamy. Ludziujemy. Co musiałoby się zmienić, żeby odblokować kolejny etap naszej ewolucji?
Wpisując frazę HumanOS albo LifeOS można zobaczyć dziesiątki różnych stron sprzedających ofertę “odblokowania swojego potencjału”, “systemu do zarządzania życiem” i “aktywacji swojego życia” (to realne frazy, które znalazłem czytając o tych systemach). Typowemu użytkownikowi internetu w tym momencie powinna zapalić się czerwona lampka. A jeśli nie, to zapewne stanie się to jeśli zobaczy cenę kilkuset dolarów rocznie za dostęp do takiego szkolenia czy systemu. Sygnał dla ciebie, Czytelniku, jest taki: nikt nie sprawi, że cudownym sposobem ewoluujesz jak jakiś Pokémon. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy zaprzestać prób pracy nad sobą.
Czym więc powinien być ten wspomagany technologią rozwój? Zgodnie z duchem współczesnych coachów to tyle i aż tyle co “codziennie stawać się lepszą wersją siebie”. Gdzie chciałbyś być jutro? A za miesiąc? Możesz liczyć kalorie tego co zjadasz i wpisywać do aplikacji. Albo ustawić powiadomienie gdy zbyt długo siedzisz na instagramie. Zacznij dzisiaj od małych kroków. To nie jest wiedza tajemna, jedynie obserwacja tego co robisz w ciągu dnia. Jeśli korzystasz z AI to możesz za jego pomocą zbudować taką “listę” dobrych nawyków. To jest właśnie to co niektórzy próbują sprzedać za setki dolarów. Scena z Matrixa w której Neo zostaje mistrzem sztuk walki po wgraniu jednego programu pozostaje daleko w sferze science-fiction.
Fałszywe przepowiednie
Tam gdzie rozmowa o przyszłości, tam nie brakuje także snucia różnego rodzaju wizji. Nierzadko są to czarne scenariusze, gdyż to właśnie takie budzą w nas więcej emocji. I tutaj ciężko stawiać zarzut artystom i twórcom, którzy w swoich dziełach pokazują przyszłość w krzywym zwierciadle, na przykład poprzez zagrożenia niesione przez nowe technologie i zmieniające się społeczeństwa.
Ludzie próbują czasem na siłę znaleźć powiązania między światem dzisiaj a tym co wyobrażali sobie autorzy dekady temu. Pod niejednym wpisem w internecie odnośnie kontroli prywatności można dziś przeczytać komentarz w stylu “normalnie jak w 1984!”. To fantastyczne, że dzieło Orwella stało się tak znane w popkulturze, ale mam wrażenie, że jest nadużywane w naszych dyskusjach. A mamy tyle inspirujących tytułów jak chociażby Nowy wspaniały świat Huxleya czy FUTU.RE Glukhovsky’ego.
Aby zatopić się w alternatywnych wizjach przyszłości nie musimy jednak wychodzić poza nasze podwórko. Jednym z przykładów może być Janusz Zajdel, który w swoim Limes Inferior pokazuje na pozór idealne społeczeństwo zbudowane w oparciu o testy na inteligencję. Nie chcę jednak ci psuć zabawy, Czytelniku - zostawiam ten tytuł na stole i zwracam uwagę: Musimy rozróżnić antyutopię od próby jasnowidzenia.
Wiele dzieł powstało nie po to, aby pokazać jakieś odkrycie czy faktyczny stan rzeczy. Wręcz przeciwnie, sztuka sci-fi często opiera się na pewnych absurdalnych założeniach i niewiedzy odbiorców. Zabawnie robi się, gdy dzieło próbujące np. pokazać latające samochody w 2015 roku wraz z duchem czasu zaczyna coraz bardziej odbiegać od rzeczywistości, aż z futurystycznej wizji staje się po prostu ciekawostką (tak, patrzę tutaj na ciebie, Powrocie do przyszłości 2!).
Co nas czeka
Porzekadło mówi, że pewne są tylko dwie rzeczy: podatki i śmierć. Często wypowiadane w żartach, niesie jednak głęboką filozoficzną prawdę. Myślimy o naszej osi czasu. Co powinniśmy zaznaczyć w perspektywie wielu lat?
Nikt nie lubi płacić podatków. Dla niektórych to największe współczesne zło (no może oprócz ludzi zajmujących dwa miejsca parkingowe jednym autem). To bardzo ważne, jak państwo zarządza naszymi pieniędzmi, ale odejdźmy na chwilę od polityki. W dużej mierze ten publiczny kontrakt - każdy się dokłada i wszyscy korzystamy - stworzony został, aby równać szanse. Przy galopujących zmianach w przemyśle być może cały ten system zostanie poddany próbie. Co w hipotetycznej sytuacji, gdzie roboty i sztuczna inteligencja zastąpią pracę nas wszystkich? Z czego będziemy żyć? Być może budżety korporacji i rządów będą na tyle stabilne, że będą w stanie po prostu utrzymywać całe społeczeństwa. Zwykli ludzie będą wtedy funkcjonować w oparciu o “dochód podstawowy”. Takie pilotażowe projekty nawet miały już miejsce. Dla pokolenia boomerów to wizja wyjęta z koszmaru (chociaż większość z nich nie jest aktywna zawodowo i na ich emerytury pracują nowe pokolenia). Dla mnie - późnego milenialsa - brak pracy oznaczałby, że pewnie pisałbym dużo częściej na tym blogu i grał w RPGi do bólu. Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie osoby bezrobotne znacznie częściej popadają w depresję. Co się stanie kiedy przestaniemy czuć się potrzebni? Mamy jeszcze trochę czasu, aby przygotować się na takie zmiany.
Pracując czy też nie, chcemy wieść spokojne życie, niezależni od innych. Pragniemy być indywidualistami, czasem zapominając że “żyjemy w społeczeństwie”. I nie chodzi tutaj tylko o najbliższe otoczenie. Postępująca globalizacja doprowadziła nas do punktu bez odwrotu. Potrzebujesz tej Pakistanki, która uszyje najnowszy T-shirt twojej ulubionej firmy czy Chińczyka który zmontuje twój nowy telefon. Mało kto może sobie pozwolić na produkty tworzone jedynie lokalnie, dzisiaj to produkty z półki premium. Idąc dalej tym tropem, mamy swoje hobby, konsumujemy media, dzielimy pasje z innymi ludźmi, czy to fizycznie czy on-line. Potrzebujesz kogoś, kto cię wysłucha i potrzebujesz kogoś, kto da ci coś do wysłuchania. Oczywiście możesz wieść życie w pełni unplugged. Ale jeśli jesteś taką osobą, zapewne nie czytałbyś tego bloga.
I to doprowadza nas do obserwacji obecnego kryzysu relacji między ludźmi. Coraz częściej taki kontakt zastępuje nam obcowanie z technologią i chatbotami. Wkrótce nie będzie dziwił fakt, że bliska osoba posiada wirtualnego życiowego partnera bądź partnerkę. Odbiegając parę lat dalej, nie będzie to jedynie wirtualny kontakt, humanoidalne roboty staną się tak powszechne, że będziemy zabierać swoje robo-randki na kolację w restauracji. Będzie to wymagało dużego wysiłku, aby zaakceptować takie zmiany. Są one jednak nieuniknione. I do tego dojdzie cały zbiór problemów prawno-społecznych (np. czy można z takim androidem zawrzeć związek małżeński). Zatrzymajmy się tutaj, zanim z tych rozmyślań wyjdzie scenariusz do kiepskiego filmu romantycznego albo odcinka Black Mirror.
Czy zgadzasz się z tą wizją, Czytelniku? Jeśli nie i dodatkowo jesteś jedną z tych osób, które nie zauważają takiego problemu, chwała tobie. Bo zapewne utrzymujesz kontakt z rodziną i znajomymi, który zaspokaja twoje społeczne potrzeby. Nie wolno jednak bagatelizować samotności, a jej istnienie to twarde dane z całego świata: około 100 zgonów co godzinę powiązanych z izolacją. Jeśli dalej się nie zgadzasz z tą wizją i chciałbyś coś zmienić to właśnie ten moment. Napisz do starego kumpla, do którego dawno się nie odezwałeś, bo “jak będzie chciał to sam napisze”. Być może on myśli tak samo. Sprawdź czy masz dalej numer do członka rodziny, z którym dawno nie rozmawiałeś, a jeszcze kilka lat temu widywałeś często na rodzinnych imprezach. Osobiście pamiętam czasy kiedy wpadało się do kogoś bez telefonu, bez zapowiedzi. Jak nie było tej osoby w domu, jechało się dalej. Dzisiaj brzmi to trochę dziwacznie. I prawdopodobnie takie będzie, jeśli odnowisz kontakt po kilku latach milczenia. Lepsze takie próby kontaktu niż wizja znacznie bardziej przygnębiająca: śmierć w samotności.
No właśnie, śmierć. Zanurzamy się tutaj w tę dekadencką część bloga i stajemy twarzą w twarz z frazą Memento Mori. Chyba każdy kojarzy te sztampowe pytania z rozmów o pracę: gdzie widzi się Pan/Pani za 5 lat? A za 10? A co jeśli przeciągniemy to pytanie dalej? Za 50 lat? Za 100? Wtedy, według wszelkiego rachunku prawdopodobieństwa należy odpowiedzieć: będę martwy. I nie chodzi o to, aby sobie od razu tatuować to na przedramieniu. Warto jednak pamiętać o tych nieuniknionych wydarzeniach na osi czasu naszego życia - tam gdzie narodziny, gdzieś dalej będzie śmierć. Jeśli chcemy wróżyć naszą przyszłość to pilnujmy, aby nie wybiec za daleko, bo tam trafimy na pustkę.
Czy przyszłość zmieni coś w kontekście śmierci? Na pewno. Nie pozbędziemy się jej, ale sprawimy, że będzie inna. Być może mniej bolesna. Być może nadejdzie później niż mówią statystyki. Być może będziemy mogli odejść na własnych zasadach. Być może będziemy się jej mniej bali.
Jeżeli możemy zrobić coś dzisiaj dla naszej śmierci to przygotować testament albo dokument-instrukcję o rzeczach, które mogą przytłoczyć naszych bliskich, gdy wybije ta godzina. Niejedna sprawa majątkowa podzieliła rodzinę. Być może ukochana osoba nie ma pojęcia jak zatroszczyć się o twoją kolekcję Lego. Przykłady można mnożyć. Niektórzy powiedzą, że kiedy śmierć przyjdzie, to ich już tutaj nie będzie, więc nic ich to nie obchodzi. To też sensowna odpowiedź. Ale jakże samolubna.
Dobry plan
Jak przygotować się na przyszłość? Jak planować?
Jeśli kiedyś próbowałeś jakoś zorganizować swoje życie, czy to przy pomocy kalendarza, plannera, może apki na telefonie, wiesz że nie jest to takie łatwe zadanie. Sam wielokrotnie podejmowałem próbę znalezienia systemu idealnego. Takiego, który byłby łatwy w obsłudze i motywował mnie do działania, przypominał o niezapłaconych rachunkach czy urodzinach babci. W moich poszukiwaniach dochodzę do wniosku, że im mniej skomplikowany system, tym lepiej (co za odkrycie!). Stawianie cyferek, numerowanie zadań, przypisywanie kolorów i oznaczeń jak bardzo pilne jest zadanie może sprawić, że więcej czasu spędzimy na całej tej organizacji niż na faktycznym robieniu.
Żeby nie zostawić cię, Czytelniku, z takim samym problemem, to chciałbym ci przedstawić Listy Forstera, z których aktualnie korzystam. Zapoznanie się ze szczegółami zostawiam jako pracę domową. W dużym uproszczeniu sam system polega na wypisaniu listy zadań do zrobienia. Proste. Przy pierwszym zadaniu stawiamy kropkę (jak ktoś woli, serduszko). To nasz punkt odniesienia. Sprawdzamy drugie zadanie z listy i zadajemy sobie pytanie “Czy chcę zrobić TO przed punktem odniesienia”? Jeśli tak, stawiam kropkę i jest to mój nowy punkt odniesienia. Jeśli nie, przechodzę do kolejnego zadania i tak dalej. Na końcu mam posortowaną listę, robię zadania z kropkami zaczynając od dołu. Gdy skończę wybieram pierwsze zadanie bez kropki i cykl się powtarza. Myślę, że to całkiem dobra metoda, ponieważ nie muszę za każdym razem porównywać ze sobą moich zadań. Robię to raz i zabieram się do ich wykonywania. Teraz tylko znaleźć motywację do działania…
Mógłbym snuć swoje rozważania dalej i pytać: “Co mnie czeka w przyszłości?”. Sprawdzam swoją oś czasu. Być może jest tam nowy wpis na tym blogu.